W poprzednim artykule opisałem zasadę działania algorytmu minmax. Jest to algorytm rekurencyjny o sporej złożoności obliczniowej, nic więc dziwnego, że powstawały jego modyfikacje zmniejszające znacząco ilość wymaganych iteracji. Jedną z najpopularniejszych jest αβ-cięcie.
Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o algorytmie minmax. Algorytm ten jest szczególnie chętnie wykorzystywany w przypadku gier dwuosobowych o sumie stałej, np. kółko i krzyżyk, warcaby, reversi/othello i szachy. Mi się przydał jako algorytm sztucznej inteligencji w grze reversi, którą pisałem w tym semestrze jako projekt zaliczeniowy na uczelnię. Swoją drogą, nie wiedziałem, że reversi jest grą tak rozbudowaną strategicznie, łącznie z istnieniem książki otwarć.
Kiedy w listopadzie zeszłego roku zespół Eeebuntu ogłosił, że następne wydanie tej dystrybucji będzie bazowało całkowicie na Debianie unstable, poczułem się jak małe dziecko, które czeka na pierwszą gwiazdkę, żeby móc w końcu otworzyć wielgachny prezent stojący w centralnym miejscu pod choinką. Tworzenie bowiem systemu, którego matczyna dystrybucja bazuje na jeszcze innej przypomina tłumaczenie tłumaczenia Władcy Pierścieni, którego podjął się swojego czasu Jerzy Łoziński.
Mimo że producenci starają się, żeby były jak najwygodniejsze, ja nie cierpię touchpadów. Wczoraj zmusiłem się do kilkugodzinnej pracy z multitouchpadem w moim nowiutkim eee. Jest on niezwykle zmyślny - jak się go smyra jednym palcem to jeździ normalnie. Dwa paluszki scrollują (lub symulują środkowy przycisk myszy), a trzy udają przycisk prawy. Problem w tym, że po tych kilku godzinach zabawy nadal nie wiem ile puknięć w touchpada powoduje dwuklik, ile trójklik, itd. Czasami zaskakiwało przy trzech, czasem przy czterech, a często przy pięciu i więcej puknięciach.
Rzecz rozchodzi się o stypendium naukowe, do którego brakuje mi 0.11, oraz o przedmiot zwany Drutami 2, który miałem w semestrze poprzednim. U mnie na Wydziale Elektroniki zawsze było tak, że jeśli ocena z ćwiczeń była odpowiednio wysoka (czyli zazwyczaj >4) to była przepisywana na ocenę z egzaminu. Wyczyn był to dla większości nie lada, tym niemniej wywalczyłem sobie 4.5, a do 5 brakowało pewnie z punkt, czy pół, a że pan doktor był do studenta nastawiony przyjaźnie, pewnie by i naciągnął do 5 na krzywy ryj. Ja jednak szczęśliwy z tego co miałem, wpis wziąłem i wtedy dowiedziałem się rzeczy strasznej...