Nie idź na studia.

09 grudnia 2008

Na szczęście do Polski coraz większymi krokami (chociaż jeszcze nie wszędzie) wchodzi system boloński, czyli studia dwustopniowe, składające się z licencjatu oraz późniejszego magisterium. Czasy są takie, że mamy przeładowanie magistrów, co skutkuje deprecjacją tego tytułu. Od kilku - kilkunastu lat ludzie owczym pędem, powodowanym być może jakąś chorą propagandą, rzucili się na uczelnie wyższe, zaludnili je i teraz nie sposób nieraz igły wcisnąć. Szczęście w nieszczęściu, pokolenie największego wyżu (czyli rocznik 82-83) właśnie kończy (lub, kierowany praktyką powiem, że powinien kończyć) swoją edukację i przymierza buty kariery zawodowej. Może wobec tego za kilka lat będzie lepiej.

Nie wiem też co to za dziwny pomysł, żeby ludzi uczyć wszystkiego. Być może ktoś na górze myśli, że tego właśnie oczekuje się od wyższych uczelni. Kolejny błąd. Programy nauczania są przeładowane, szczególnie jeśli chodzi o bezsensowne, nieprzydatne umiejętności i wiedzę. Ja rozumiem, że zawsze jest potrzebne jakieś wprowadzenie teoretyczne, ale jestem już na trzecim roku PWr i mogę z ręką na sercu powiedzieć, że tego wprowadzenia to miałem trzy lata. I nadal mam, i nie wiem kiedy się ten horror skończy.

Przeładowanie uczelni, przeładowanie programu. Skutkuje to tym, że jako student dzienny wracam do domu o godzinie 20, a czasami bywa, że i przed 22. Jakiś czas temu dziewczyna przeczytała artykuł, że takie godziny zajęć są specjalnie dobierane dla oszczędności - łączy się w ten sposób grupy studentów dziennych i wieczorowych.

Właśnie z tych powodów jestem wielkim optymistą systemu bolońskiego. Dużej ilości osób do szczęścia wystarczy tytuł inżyniera (a z czasem zapewne zacznie on nabierać rangi), a te dodatkowe dwa lata byłyby dla nich tylko marnotrawstwem czasu. W końcu i tak wiele firm ma swoje wewnętrzne procedury i szkolenia, których należy się nauczyć i przez nie przejść.

Swoją drogą, nieco z innej beczki, nietrudno dostrzec jak studia w wielu ludziach gaszą tą iskrę, z którą tu przychodzili; zamieniają ją na automatyzm i cwaniactwo. Naprawdę, żeby być specjalistą w jakiejkolwiek dziedzinie, nie trzeba mieć dyplomu uczelni. To jest tylko papier, dzięki któremu inni łatwiej ci w to uwierzą (nawet jeśli mija się to z prawdą). Więc jeśli znasz inny sposób, żeby się dobrze wypromować w oczach pracodawcy to zastanów się czy chcesz wyjmować sobie kilka latek z życia.

Kategorie: Felietony